Charakter nadaje
życiu smak




Historie z charakterem

Konkurs

Konkurs na „Historie z charakterem" został zakończony.

Wszystkim uczestnikom dziękujemy za udział! Nadesłane przez Was historie są niezwykłe i wyjątkowe.
Zobaczcie nagrodzone prace.

Zwycięskie historie

Nagroda główna

By inni mogli na nowo widzieć

Znam taką superkobietę, niby niska, niby drobna, niepozorna, ledwo po 30-tce, ale to, co zdążyła już zdziałać naprawdę zwala z nóg. Mowa tu o mojej znajomej, dla mnie prawdziwej współczesnej bohaterce. Na co dzień świetny optyk i optometrysta, kilka razy do roku wyrusza jednak z mężem starym kamperem w daleką podróż jako misjonarka – na Ukrainę, Mołdawię, Rumunię. Zatrzymuje się w najuboższych wioskach by pomagać, badać wzrok i podarować za darmo okulary tym, na których inni już dawno postawili krzyżyk – czy to Romowie, dzieciaki z najbiedniejszych rodzin czy staruszkowie, którzy marzą o tym, żeby móc jeszcze cokolwiek w życiu samodzielnie przeczytać. Dla nas w dzisiejszych czasach to może być dziwne czy nieprawdopodobne, ale dla tych ludzi otrzymanie nawet używanych okularów to prawdziwy skarb, dla ludzi, którzy żyją bez prądu i bieżącej wody, zakup okularów pozostaje poza ich możliwościami (sama służba zdrowia też pozostawia tam wiele do życzenia). Dla nich okulary to jak przywrócenie wzroku. Tak więc podczas misji, koleżanka od rana do nocy bada dziesiątki pacjentów i próbuje im pomóc najlepiej jak potrafi, czasem zamiast okularów jest to na przykład odetkanie ucha, zakup podstawowych leków czy… butów. Co najciekawsze, nikt „z góry” nie finansuje tych wyjazdów, po prostu jest taka obrotna i bezinteresowna. Pozostaje przy tym niesamowicie skromna. Babeczka, której siły i odwagi może pozazdrościć niejeden facet 🙂

Paulina Mieszczak

Czytaj dalej
Pozostali zwycięzcy

Niesamowita Babcia Genowefa

Kobietą z charakterem jest moja Babcia Genowefa. Pomimo, iż ma 77 lat jest osobą pełną energii i uśmiechu. Do ubiegłego roku prowadziła swój własny mały biznes – kiosk spożywczy. Teraz mimo, że nie chodzi do pracy nadal nie leniuchuje. Wstaje wcześnie rano, i jak sama stwierdza ” Robię ćwiczenia : 150 wymachów rękami, 10 przysiadów, i parę minut biegu w miejscu”. Oczywiście nie jest to puste gadanie, bo często prezentuje mi swój aerobik. Później śniadanie, piesza wędrówka na zakupy, sprzątanie, gotowanie, opieka nad wnukami, ulubione seriale, mnóstwo książek, spotkania z koleżankami przy kawie. Naprawdę chciałabym w wieku 77 lat, pomimo tylu przeciwności losu, problemów, które babcia musiała przeżyć, mieć tyle siły wewnętrznej i zdrowia co moja Gienia. Podziwiam ją! Mam 25lat i często narzekam na to i na tamto. Jak spojrzę na babcię od razu zarażam się jej energią! Możecie Mi tylko pozazdrościć!

Natalia Mrajca

Czytaj dalej

ONA - wielopokoleniowa siła napędowa

Ma ją moja Babcia, miała ją moja Mama, mam ją ja i patrząc na moje córeczki, choć są jeszcze małe – one też ją mają! Determinacja – bo o niej mowa – to tylko 12 liter ale zasięg działania ogromny! To ona napędza moje życie, angażuje mnie do działania, pomaga się podnieść po porażce, wciąż pcha do przodu. Dzięki niej właśnie uczyniłam zwrot o 180 stopni ku naturze. Zaczęło się od kilku grządek własnego ogródka a teraz mam już swoje ule a nawet swoją wędzarnie. Gdy tylko zaczyna się wiosna zaczynam swoje ogrodowo-warzywne aktywności. Do tego zbieram mniszek na syrop, młode pędy sosny, kwiaty i owoce czarnego bzu a także jarzębinę. Wszystko to sprawia, że otaczam moją rodzinę czystą naturą. Ona wspomaga nasze budowanie odporności, pomaga zwalczać choroby a także daje odpoczynek i wytchnienie po ciężkim dniu. To niełatwa pasja, wymaga wiele samozaparcia i pełnego przekonania, że tak! chcę to robić. Dzięki wyżej wspomnianej determinacji czuję się spełniona, wiem, że sobie i swojej rodzinie zapewniam to co najlepsze i najzdrowsze. Determinacja płynie w mojej krwi a w krwi mojej rodziny znajduje się na pewno od pokoleń. 🙂

Anna Chałowska

Czytaj dalej

Bo auto to też kobieta

Jestem kobietą niezależną, która postanowią stawić czoło męskiej wizji tworzenia samochodów i od 3 lat pracuje w Fiat Chrysler Automobiles w Turynie jako analista wirtualny. Jestem osobą ciekawą świata i zdeterminowaną, która zawsze dopina swego. Te cechy pozwoliły mi ukończyć studia na wydziale Inżynierii Mechanicznej i Robotyki na AGH w Krakowie, aby później wyjechać na doktorat do Centrum Badawczego Fiata w Turynie. Tam jako pierwsza kobieta w teamie zakochałam się autach a właściwie w ich modelach.
Jako osoba pragnąca uczyć się i być coraz lepszą, po ukończeniu doktoratu z wyróżnieniem, podjęłam pracę w głównej siedzibie FCA. Nie jest łatwo p pracować zwłaszcza z męską częścią Włochów, gdzie panuje jeszcze przekonanie, że kobieta powinna być w domu, ale dzięki mojej wierze w siebie oraz otwarciu na nowe kultury udało mi się. Moja ulubiona czekoladka do tiki taki

Izabela Kowarska

Czytaj dalej

Ten, kto nie chce znajdzie powód, ten kto chce znajdzie sposób!

Moja historia jest dość zwyczajna: ja po prostu wierzę, że jeśli czegoś naprawdę chcesz to świat stanie na głowie żeby pomóc Ci to osiągnąć. Jeszcze kilka temu martwiłam się, że jestem strasznie nijakim człowiekiem, gdy moje koleżanki doskonale wiedziały na jakie studia chcą pójść, ja nie potrafiłam wymyślić ani jednej rzeczy, którą mogłam nazwać swoim hobby. Nie wiedziałam czego chcę, nie miałam w życiu żadnego celu, czułam się zagubiona, nie znałam swojej wartości i byłam po prostu nieszczęśliwa. Postanowiłam wziąć się w garść i to zmienić. Na pierwszy strzał poszedł wybór kierunku studiów – zamiast pójść na cokolwiek, poszukałam w necie trochę informacji o inspirujących dziewczynach, które chcą się rozwijać i lubią działać ambitnie. No i padło na informatykę. I tak po pięciu latach, mając 100 kolegów i żadnej koleżanki (cóż, „męskie” studia :)) zrobiłam magistra i zajęłam się front-endem, czyli tworzeniem stron internetowych. Oprócz stałego rozwoju w pracy, chętnie douczam się we własnym zakresie i biorę udział w różnych szkoleniach, aby zdobyć jak najwięcej wiedzy. Brałam również udział w projekcie Girls Code Fun w ramach którego uczyłam dziewczynki w wieku 8-11 lat podstaw programowania, aby od najmłodszych lat zainteresować je branżą IT 🙂 Praca stała się dla mnie przyjemnym zajęciem, a nie przykrym obowiązkiem, ja natomiast coraz łatwiej zaczęłam zauważać zależność: chcieć to móc. Zawsze marzyłam też o podróżach, takich „na własną rękę”, w egzotyczne miejsca. Kupiłam więc świnkę skarbonkę, zrezygnowałam z kilku modnych bluzek w ulubionym sklepie i w ciągu paru miesięcy nazbierałam na pierwsze budżetowe wakacje – do Tajlandii i Kambodży. Były to najpiękniejsze momenty w moim życiu, dlatego też… zdecydowałam się je powtórzyć! Na początku roku pojechałam więc na Filipiny, by spróbować nurkowania z butlą i ponurkować z wielkimi żółwiami morskimi, które żyją tam w naturze. Coraz nachalniej po głowie chodzi mi nowy pomysł – poszukać zdalnej pracy i wyjechać do Azji na dłuższy okres czasu. Muszę tylko jeszcze wymyślić jak przetransportować tam mojego ukochanego beagla, bo bez niego nigdzie się nie ruszę. I wiecie co? Jestem pewna, że to zrobię – bo ja szukam sposobów na spełnianie swoich marzeń, a nie powodów, że „nie da się”!

Katarzyna Kotyńska

Czytaj dalej

Ciotka Lucyna - złota rączka

Ciotka Lucyna nie bez powodu nazywana jest przez nas „Majster – Lutką”. Od kilkunastu lat udowadnia, że kobiety potrafią coś więcej niż sprzątanie, czy gotowanie. Jej pasją jest majsterkowanie i nadawanie starym przedmiotom drugiego życia. Przez lata zajmowała się domem i wychowywaniem czterech córek, ale od zawsze chciała być architektem. Ponieważ na pomoc męża w drobnych naprawach domowych nie mogła liczyć, sama wzięła sprawy w swoje ręce. Dzięki poradom z internetu nauczyła się naprawić cieknący kran, czy położyć panele podłogowe. Mottem jej życia są słowa Walta Disneya „Jeśli potrafisz o czymś marzyć, potrafisz także tego dokonać”. I tak w wieku pięćdziesięciu lat ukończyła architekturę wnętrz. Z czasem założyła damską firmę, specjalizującą się w drobnych remontach oraz projektowaniu wnętrz. Podziwiam tę drobną, wręcz filigranową kobietę, w której drzemie potężna siła charakteru. Wrażliwa na piękno, swoją pracę wykonuje z niezwykłą dokładnością i wkłada w nią całe swe serce. Jest dobrze zorganizowana, pracowita i zaradna, dlatego zawsze dotrzymuje umówionych terminów. Ma głowę pełną pomysłów i niespożyte pokłady energii. Zmieniając wnętrza pomieszczeń sprawia, że ludziom żyje się w nich przyjemniej i wygodniej.

Marzena Karkoszka

Czytaj dalej

Kobieta - marynarz

Czy jestem kobietą z charakterem? po latach zmagań by osiągnąć swój cel uważam, że zdecydowanie jestem.
Mając 16 lat, stwierdziłam, że nie ma rzeczy niemożliwych, a ograniczenia nie istnieją.
Mianowicie gdy miałam ów wiek, postanowiłam iść do szkoły morskiej z internatem.
Już wtedy wiedziałam, że kiedyś będę zwiedzać Świat.
Wiele osób mówiło mi, że to nie dla mnie, że po prostu nie nadaje się do tego, żeby być marynarzem.
W 4 klasie poznałam na jakimś portalu książkowym Norberta z USA z New Britain.
Jak prozaiczne wydawało się wtedy pisać z kimś kto był kilka tysięcy mil ode mnie.
Pamiętam, że wtedy obiecałam mu, że kiedyś Go odwiedzę.
Po Technikum morskim wybrałam się na Akademie Morską w Szczecinie.
W trakcie 3 roku po 5 semestrze dostałam się na Żaglowiec Pasażerski Sea Cloud II. To była moja pierwsza przygoda, która zaczęła się na Kubie. Piękna, egzotyczna Kuba pachnąca cygarem.Po Kubie przyszła kolej na Jamajkę, Dominikanę, St.Barth. Po 5 miesiącach do Polski wracałam z radością powrotu i smutkiem końca przygody. Po ukończeniu studiów dostałam się na statek badawczy R/V Falkor. Statek stał przy brzegu w jednym z najpiękniejszych miejsc na świecie na wyspie Oahu w Honolulu. Po Honolulu wypłynęliśmy na pierwsze badania z moim udziałem. Podwodne roboty naszpikowane kamerami, zdolne do pobierania próbek i podwodne wulkany, które bulgotały setki metrów pod wodą. Po Honolulu przyszedł czas na San Francisco, Guam, Hobart, Perth, Indonezja, Wietnam… Miejsca, które są tak bogate kulturowo, miałam na wyciągnięcie ręki. Badaliśmy nawet Rów Mariański i wyłowiliśmy rybę z głębokości ponad 8000 m. Po jednym z kontraktów odwiedziłam swojego przyjaciela w Connecticut, dotrzymałam słowa. A dziś jestem Oficerem pokładowym.

Sandra Faryna

Czytaj dalej

Ona widzi światełko w tunelu, tam gdzie inni widzą tylko mrok…

Są takie momenty w życiu każdego człowieka, kiedy uzmysławia sobie, że właściwie odnalazł drogę do domu… Podświadomie czuje, że jest na właściwym miejscu i z odpowiednią osobą. Gdy poznałem moją żonę Anię tak właśnie się czułem. Pokochałem ją za jej optymizm, radość życia, upór, który czasami doprowadza mnie do szału. Z nią nie można się nudzić, jest pomysłowa, aktywna . Wspieram ją, jak tylko potrafię, ale czasem trudno dotrzymać jej kroku. Przejmuje się losem innych, organizowała już tyle akcji charytatywnych, pomagała znajomym i rodzinie.
Ponad trzy lata temu stwierdziła
że czas na zmiany… Zapragnęła zostać swatką. Na początku mało kto wierzył w powodzenie prowadzenia Centrum Zapoznawczego. Mówili, że w czasach wirtualnych znajomości, tradycyjne wieczorki, stacjonarne biuro i swatka nie ma szansy utrzymać się na rynku. Na szczęście Ania była innego zdania! Ja wymyśliłem nazwę, znalazła się garstka bliskich osób, które uwierzyły w powodzenie takiej działalności, a przede wszystkim, uwierzyli w nią. To jak mogło się nie udać? Uparła się, napisała Poradnik Randkowy, pragnęła uczyć ludzi randkowania, prowadziła Kącik Swatki w gazecie, napisała piosenkę, prowadzi bloga. Organizowała wiele wieczorków tematycznych dla samotnych, targi dla seniorów. Kiedy zachorowała jej mama na raka, a lekarze nie dawali jej nadziei, postanowiła leczyć mamę na własną rękę. Pracowała jak szalona po nocach ( wtedy jeszcze w finansach)czytała książki, sprowadzała leki z świata, ja oczywiście pomagałem i udało się, mama Ani żyje, a lekarze mówią o cudzie. Ona zawsze widzi światełko w tunelu, tam gdzie inni widzą tylko mrok. Jest kobietą z ciekawym charakterem, jest uparta, wytrwała, pomocna, ciepła i serdeczna i za to ją kocham.

Andrzej Guzior

Czytaj dalej

Sportowiec i organizatorka :)

Zawsze myślałam, że mówienie o sobie i swoich sukcesach jest niegrzecznym procesem chwalenia, jednak nadszedł czas, by napisać o swojej osobie i docenić siebie za swoje starania. Cenię siebie za wytrwałość, siłę i determinację. Od wielu lat trenuję Kick boxing, zmagałam się z trudnymi walkami, niejednokrotnie dostawałam potocznie mówiąc tzw. „bęcki” od kolegów na treningu. Jednak wytrwałość w treningu i upór dały mi możliwość wystąpienia w zawodach międzynarodowych i niczym Justyna Kowalczyk musiałam pokonać same Norweżki. Udało się! Sukces! Zdobyłam Puchar Świata i byłam z siebie ogromnie dumna! Aktualnie trenuję również rugby, sport rzekomo uznawany za typowo męski i bardzo kontuzyjny. W nim również pomaga mi moja wewnętrzna siła i zdecydowanie. Te cechy na co dzień towarzyszą mi w moim życiu, w mojej pracy. Jestem nauczycielką wychowania fizycznego i zarażam swoją pasją dzieci oraz młodzież. Stanowię dla nich sportowy przykład nauczyciela, trenerki i… przyjaciela. Moja druga strona ma zupełnie inne oblicze, pełne wrażliwości i empatii, ciepłego serca. Prowadzę w szkole Koło Wolontariatu, współpracuję z wieloma fundacjami. Tak naprawdę co chwila stwarzam możliwość swoim uczniom udziału w działaniach charytatywnych. Robimy kiermasze fit ciast, ozdób. Bierzemy udział w zbiórkach finansowych, żywnościowych, charytatywnych maratonach zumby. Odwiedzamy zwierzaczki w schronisku i chore dzieci, osoby starsze. Sprzątamy opuszczone groby i zbieramy nakrętki oraz zabawki. Lista naszych działań jest bardzo długa. Gdyby nie moja komunikatywność i zdolności organizacyjne, na pewno nie umiałabym się podjąć takich wyzwań. Dlatego uważam siebie za mieszankę cech, z jednej strony silna i zdeterminowana, a z drugiej kochająca i pomocna kobieta. Jak mawiał Ziglar Zig „Jesteś jedyną osobą na świecie, która może wykorzystać swój potencjał”. Zachęcam wszystkie kobiety do odkrywania w sobie piękna, siły i woli walki. A tak już zupełnie na koniec… jak każda kobieta uwielbiam słodkości i chwilę relaksu:) – Kocham delektować się kasztankami! 🙂 Słodkie pozdrowienia:)

Maria Barcikowska

Czytaj dalej

Gra na wyzwania :)

Przez trzydzieści lat swojej egzystencji , uzbierałam już spory bagaż cech które pozwalają mi (choć z różnym skutkiem) brnąć ciągle do przodu. Upór( muszę mieć te buty!), szczerość (no wie pani co?! tyle za sandały ? ) cierpliwość (poczekam na letnią wyprzedaż) i sztukę kompromisu (już jesień, wezmę czółenka).
Myślę, że każda z tych cech jest ważna i potrzebna , w końcu by upiec tort potrzebujemy wielu składników. Lecz jest jeszcze ona ,tkwiąca na samym czubku tego właśnie tortu -wisienka. I u mnie tą właśnie wisienką, wśród innych składników jest optymizm .
I nie mam tu na myśli różowych okularów typu „jestem happy i nic mnie nie obchodzi”, lecz raczej to, że kiedy życie rzuca mi kłody pod nogi zamiast się załamywać otwieram tartak.
Życie wiele razy weryfikowało moje plany. I kiedy tak beztrosko pędziłam sobie autostradą prosto do celu, ni stąd ni zowąd pojawiał się wielki mur . Czy rezygnowałam? Wracałam? Nie! Nawet nie traciłam czasu by próbować go zburzyć. Co więc robiłam? Tworzyłam objazd. Cóż , że przez pola i wyboje , cóż że wolniej skoro mogłam podziwiać piękne krajobrazy których nie widać z autostrady.
Życie traktuję jak godnego przeciwnika w grze na wyzwania. I kiedy pojawia się jakiś problem słyszę jak mówi do mnie : „Hej mała, i co Ty na to? Twój ruch! ” . Uśmiecham się wtedy z niekłamaną szczerością i cóż robić… wymyślam kolejny objazd 🙂
Ważne by pamiętać, że nie ważne gdzie: czy to na środku pustyni , w dżungli , czy wśród śniegów lodowatych krain , objazd ten zawsze istnieje . Warto z niego skorzystać, bo można stracić wiele pięknych chwil próbując rozbić mur(najczęściej głową). A przecież życie tylko czeka ,by zagrać z nim w grę na wyzwania 🙂

Celina Kuraś

Czytaj dalej

Nasza petarda!

Ma 66 lat, kilka siwych pasm włosów, które przykrywa farbą w kolorze dojrzałej wiśni i energię, której zazdroszczą jej ludzie młodsi nawet o kilka dekad. Moja mama – najsilniejsza kobieta, jaką znam. Szalona, trochę „odjechana” i będąca w permanentnej fazie nauki. Teraz uczy się haftu Richelieu, rok 2016r. to był rok nauki hiszpańskiego, a jeszcze rok wcześniej chodziła na jogę dla seniorów. Gdy ktoś pyta ją o wiek, przez ułamek sekundy zawiesza głos i daję słowo – ona naprawdę nie pamięta! Musi się skupić, by przypomnieć sobie, która to wiosna już „leci”, bo wiek to dla niej jakaś tam liczba. 66 czy 63, co to ma za znaczenie?
Nie piszą o niej na „Pudelku”, nie zarabiała pięciocyfrowo i nie jest znanym lekarzem, prawnikiem czy politykiem. Nie dorobiła się luksusowej willi ani prywatnego jachtu, a jednak każdy dzień jest sukcesem, bo…ona tak go widzi! Straciła ukochanego tatę mając 10 lat i musiała z dnia na dzień stać się wsparciem dla swojej mamy, która była wtedy w piątej(!) ciąży. Bez pracy, bez perspektyw, bez pomocy…Dzielnie walczyła, by utrzymać całą rodzinę i jako jedyna z niej poszła na studia. A trzy lata temu żegnała swojego męża – a mojego tatę – który przegrywał z okrutną i podstępną chorobą…I choć płakała, tonęła w oceanie łez – to nigdy się nie skarżyła, nie marudziła, a wchodząc do szpitalnego pokoju wycierała dyskretnie rękawem wilgotne oczy i witała tatę wielkim uśmiechem… Raz w tygodniu chodzi na kijki ze swoimi koleżankami z klubu seniora oraz raz na basen. Kilka razy dziennie potrafi przemeblować cały pokój i wypielić pół ogródka, a potem jeszcze iść na kilkumetrowy spacer ze swoim psem wielkości małego cielaka;) Jest moją przyjaciółką i moją inspiracją, a tata często patrzył na nią z czułością i mówił: ”Nasza petarda!”

Marta Zytka

Czytaj dalej

Moja żona - czyli życie z kobietą z charakterem

Od dziesięciu lat jesteśmy małżeństwem, a ona nadal potrafi mnie zaskakiwać. Dzisiaj przyniosła 20cm woblery na szczupaka – bo jakbyście nie wiedzieli, moja delikatna i pełna wdzięku małżonka uwielbia łowić ryby. Nie, żeby robiła to w sposób normalny. Za każdym razem coś nawywija i często wędkarze spoglądają na nią z przestrachem i lekkim podziwem. Bo mimo swoich dziwactw, lepiej łowi od tych starych wyg okupujących jezioro. Ostatnim razem łowiła na żabkę (taką gumową, bo żywe to przecież ratuje z opresji i przekłada na drugą stronę ulicy), wprawdzie złowiła 3kg szczupaka, ale w międzyczasie do jej kaloszy wślizgnęły się pijawki. Wiedzieliście, ze pijawki pełzają? Dopiero, kiedy ból nie dawał jej ustać, zdjęła kalosze i naszym oczom ukazał się niemiły widok – nogi całe we krwi i 5 przyssanych wampirów. W sumie to dwa przyssane, bo reszta zdążyła się już opić. Żona zdjęła spodnie, kurtkę owinęła wokół bioder i na boso pomknęła przez las w stronę auta. No widok cudowny, w końcu kobieta którą wybrałem na żonę, cieszy się nienaganną figurą. Trzeba też mieć niezły charakterek, aby po takim incydencie, z oślim uporem chodzić na ryby. Moja żona jest jednak wyjątkową osobą – często działa pod wpływem impulsu, ale jakoś zawsze udaje jej się wcielić swoje pomysły w życie. Nigdy nie sądziłem, że upór i determinacja to dobre cechy – a tu jakie zaskoczenie. Można więc powiedzieć, że się dopełniamy, bo ja nie posiadam żadnej z tych cech. Brakuje też mi cierpliwości, którą obdarzona jest moja droga małżonka. Czasem, gdy ową cierpliwość traci, oznajmia dzieciom, że miała zły dzień i prosi o całkowity spokój. Nie uwierzycie, ale to naprawdę działa – moje dwa diabliki, które doprawdy ciężko wyszykować do szkoły, nagle potulnieją i obrzucają mamę słodkimi słowami. Charakter mojej żony to dar, który naprawdę podziwiam.

Grzegorz Bruski

Czytaj dalej

Kotzianka - jednoręczna pozytywna wariatka nieznająca granic

Do określenia „kobieta z charakterem” pasuje jak ulał moja przyjaciółka „Kotzianka”. Urodziła się bez lewej ręki ale jak pokazuje jej życie zupełnie jej to w niczym nie przeszkadza. Już w szkole grałyśmy razem na zawodach z koszykówki ! Kotzianka grała też w siatkówkę i brała udział w zawodach lekkoatletycznych.
Obecnie należało by raczej zapytać czego nie robi 😉 Wymiata na snowboardzie (Para Mistrzyni Pucharu Europy), trenuje szermierstwo, kajakarstwo (wzięła udział w Mistrzostwach Świata), ma patent żeglarski, zaczęła uczyć się kitesurfingu i nawet czasem się wspina na ściance! Razem próbowaliśmy też nurkowania a przez pewien czas fascynowało nas chodzenie po dachach 🙂
Oprócz osobistych pasji sportowych Kotzianka pomaga chorym dzieciom z rozszczepem kręgosłupa pracując w fundacji Spina – wyjeżdżają na zimowe obozy zjeżdżając ze stoków lub na obozy żeglarskie gdzie może przekazywać im swoją wiedzę.
Podziwiam Kotziankę za to, że nie widzi przeszkód i nie wie co to niemożliwe. Imponują mi jej sportowe osiągnięcia, niespożyta energia i ciągłe pomysły na więcej. Ma ogromny dystans do siebie i zaraża swoim pozytywnym podejściem wszystkich dookoła !
Gdyby udało nam się wygrać to planujemy kurs surfowania w Portugalii 🙂

Joanna Wadoń

Czytaj dalej

Być odważną

Jestem kobietą archeologiem- podróżnikiem. Z zawodu archeolog, który nie boi się ciężkiej i brudnej pracy oraz administrator sieci. Podróżuję po świecie i poznaję nowe kultury i tradycje, a w szczególności ludzi. Moim ulubionym kierunkiem jest Ameryka Płd. Sama objechałam Brazylię i Paragwaj. Aktualnie pakuję się na samotną wyprawę do Peru. Mogę więc o sobie powiedzieć, że jestem odważna i staram się żyć na 100%. W podróży czuję się szczęśliwa i spełniona…ale nie zawsze tak było, ponieważ pierwszy mój wyjazd to był jeden wielki stres i walka sama z sobą. Do dziś pamiętam pierwszą samotną noc w namiocie na pustyni, pierwszą rozmowę z obcymi ludźmi, zmęczenie, brak pieniędzy na wstęp do jakiejś atrakcji turystycznej czy niekiedy negatywne nastawienie do świata. Warto było jednak się przełamać, odważyć i wydobyć z tych podróży to, co najważniejsze. Teraz moje życie to ciągła przygoda, która pozwala mi wytrwać, doświadczać, odczuwać, daje mi energię i motywację do dalszych działań. To coś więcej niż realizacja marzeń, to odczuwanie wolności i swobody. To poczucie odrywania się od twardego stąpania po ziemi i uniesienie w powietrze. Przeżywanie każdego dnia inaczej na swój sposób i rozwijanie swoich pasji. To odwaga, która zawsze jest potrzebna, by coś zacząć nowego, by się odepchnąć i polecieć w nieznane. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że każdy człowiek ma swoje własne cele, motywacje, marzenia, realizację:) Żyjmy wszyscy na 100%, doceniajmy innych co robią, poszerzajmy swoje własne zainteresowania i pasje, realizujmy je, bo każdy dzień naszego życia jest cenniejsze niż złoto:) to chyba taki magiczny przepis na być spełnionym, szczęśliwym i na bycie sobą.

Kasia Wojda

Czytaj dalej

Nie ma negatywów - są nieodkryte pozytywy! :)

Kiedyś zawsze coś mi nie wychodziło. Zawsze miałam pod górkę. Często słyszałam: „Tylko Ty mogłaś mieć takie “szczęście!” To mi się pracy nie udało dostać, to mi się samochód zepsuł albo musiałam zrezygnować z wymarzonych studiów. Wykształciła się we mnie wtedy piękna maruda. Taka Mała Mi, którą karmiłam negatywami. Pewnego dnia, a pamiętam go jakby to było wczoraj, wynajęłam pokój na studiach w mieszkaniu studenckim.OJEŻU! Cóż to była za rudera. Bez łóżka, szafy. Tylko regał i obskurna wykładzina. I tak usiadłam i się załamałam, bo jak to? Chciałam się bawić w dorosłość, a teraz mam zamiar rodziców o meble prosić? I obudziło się we mnie wtedy coś, czemu nigdy już nie pozwolę zasnąć. POZYTYWNE MYŚLENIE, a co za tym przyszło – KREATYWNOŚĆ. Stworzyły one we mnie razem taki duet, o którym nawet nie śniłam. W ogłoszeniach znajdowałam meble za grosze, a niektóre nawet za darmo! I co z nimi robiłam? Malowałam,przerabiałam,przecinałam,doklejałam albo obklejałam. Duma mnie rozpierała! A później na spokojnie wszystko przemyślałam i okazało się, że dobrze, że nie dostałam tej pracy, bo firma się po kilka miesiącach zmyła. Że to, że mi się samochód zepsuł nie było takie złe, bo za pieniądze ze sprzedaży pojechałam na fajne wakacje z przyjaciółką:) A na koniec studia okazałyby się klapą, bo jednak nie to chciałam w życiu robić. Po 20 latach odnalazłam w sobie moc, która daje mi taką siłę na co dzień i dzięki której wydarzyło się wiele pięknych chwil w moim życiu:) Nawet jeżeli się na początku wydawały totalną klapą! Okazało się, że im bardziej idziesz pod górkę, tym piękniejszy widok na Ciebie czeka! A co najlepsze, to w trakcie tej wędrówki zawsze możesz znaleźć rozejrzeć się wokół siebie i znaleźć mniejsze, ale równie piękne,chwile.A meble dalej przerabiam i jest to moja największa pasja w życiu!:)

Adrianna Kubiak

Czytaj dalej

Superbohaterka codzienności

Moja Mama – moja superbohaterka. Od trzydziestu lat opiekuje się moim bratem, który ma porażenie mózgowe i autyzm… Kiedy się urodził wierzyła, że kruszynek przeżyje, karmiła go kroplomierzem, bo nie miał odruchu ssania… Kilka lat nie spała, bo maleństwo nie było w stanie zasnąć na dłużej niż godzinę… Przez wiele lat rehabilitowała brata w domu, bo wierzyła, że dzięki niej stanie na nogi! I udało się! Dziś mój brat, z małą pomocą chodzi. Teraz Mama uwierzyła, że pomoże mu, gdy zmienią dietę na ekologiczną.. więc założyła warzywnik i z pasją realizuje to zamierzenie… Gdzieś w międzyczasie Mama zrozumiała, że miejsce w którym spędzają najwięcej czasu czyli dom i ogród to ich enklawa… Zatem rok, po roku ogród zaczął zmieniać się w magiczny ogród… za sprawą kochanych, zapracowanych dłoni… Nie mając dużych funduszy od malutkich nasionek i ofiarowanych zaszczepek, Mama stworzyła cudowne miejsce. Pewnie gdyby każdy z nas rozejrzał się wkoło siebie, to dostrzegłby też podobnie dzielne kobiety… które zrezygnowały ze swojej młodości, swoich marzeń, spotkań z przyjaciółmi, imprez… by móc opiekować się swoim dzieckiem… Chociaż gdy się zastanowię… to jednak drugiej tak wspaniałej kobiety nie znam…

Magdalena Lewoń

Czytaj dalej

Najwspanialsza babcia pod słońcem

Odkąd pamiętam była na emeryturze. Nauczycielka, polonistka. To po niej mam słabość do gier słownych, zabaw językiem polskim i łatwość nauki języków obcych. Pamiętam jak chodziłyśmy na lody przed wizytą w Ogrodzie Botanicznym, jak obserwowałyśmy tygrysy w zoo i uciekałyśmy przed hałasującymi papugami. Pamiętam jak oglądałyśmy kwitnące kwiaty w Palmiarni albo razem rozwiązywałyśmy krzyżówki w Przekroju. Nie było internetu, nie było smartfonów, ale nie zdarzyło się nigdy, przenigdy, aby nie miała pomysłu jak mnie zająć i zainteresować. Kiedy rodzice pędzili do pracy była moją opiekunką, wspólniczką i nauczycielką.
Po latach okazało się, że swoimi grami i zabawami nauczyła mnie czytać i pisać zanim poszłam do podstawówki, że szkolny materiał nauczania początkowego miałam w małym palcu, a ciekawość świata i otwartość na nowe rzeczy zaszczepiła we mnie niemalże mimochodem, pomiędzy wspólnym doprawianiem cukrem kiszonej kapusty a rysowaniem szlaczków kiedy na dworze padał deszcz. Kiedy po latach urodziła mi się córka wiedziałam, że chcę ją wychować na takiego samego człowieka jakim była moja babcia – na kobietę pełną werwy, energii, pełną pomysłów i radości życia. Babciu, mam nadzieję, że mi się to udaje.

Kasia Leszek

Czytaj dalej

Kobiecy biegun

W życiu wiele rzeczy wychodzi mi całkiem nieźle.
Wiem, nie brzmi to zbyt skromnie, ale wcale nie zamierzam być tu poprawna politycznie 😉
Nieźle gotuję, mam cudowne dzieciaki, jestem całkiem fajną mamą, żyję jak chcę, realizuję swoje pasje…..
Ale jest jedna rzecz, którą przez moje dotychczasowe życie, opanowałam faktycznie do perfekcji. Tą rzeczą jest PODNOSZENIE SIĘ PO UPADKU.
Tak, moje życie nie było, ani nie jest usłane różami. Za mną masę przykrych doświadczeń, kłopotów osobistych, finansowych, które w danej chwili wydawały się nie mieć rozwiązania. Ja jednak nigdy się nie poddaję.
Wciąż bywa tak, że gdy wydaje się , że już teraz droga do sukcesu będzie prosta i przyjemna, nagle pojawia się jakiś zakręt, czy rzucona pod nogi kłoda.
Mam jednak pewną filozofię, której trzymam się odkąd pamiętam.
Uważam, że jesteśmy na tym świecie po to, by się czegoś nauczyć, odrobić powierzone nam z góry lekcje.
Dlatego, kiedy upadam zawsze wstaje, kiedy widzę kłodę próbuję przez nią przeskoczyć. Nie biorę innej opcji, ani możliwości. Czasem gdy upadam, pozwalam sobie chwilę poleżeć, po to by popatrzeć w niebo, nabrać siły i zmienić perspektywę. Ale tylko chwilę. Wstając uczę się pokory i cierpliwości.
I to jest właśnie moje życie, które kocham, z którego jestem dumna i którego nie zamieniłabym na żadne inne! 🙂
A na koniec dodam, że w tym moim życiu towarzyszką jest mi wiara w MIŁOŚĆ, ODWAGĘ , DZIAŁANIE oraz pełne zaufanie do siebie.
Upadam siedem razy, powstaje osiem…. krocząc z uniesiona głową po swoje marzenia na swój kobiecy biegun.

Ewa Radziuk

Czytaj dalej

Kobieta, której świat padł do stóp

Proponuję kandydaturę swej Stryjenki – Cioci Lucy – której perypetiami niejedną biografię można by obdzielić. Zaczęła jako projektantka szkła artystycznego; terminowała u Zbigniewa Horbowego, niegdyś najlepszego polskiego twórcy szkła unikatowego. Pod jego okiem cyzelowała warsztat, dojrzewała. Swego nauczyciela szybko przerosła. Na niwie szkła artystycznego działała jednak względnie niedługo; niosło ją w świat i wkrótce stała się członkinią teatralnej trupy Jerzego Grotowskiego, jednego z najwybitniejszych rewelatorów światowego teatru. To u Grotowskiego – reżysera, pedagoga i teoretyka – poznała Ryszarda Cieślaka (dziś uważa się go za aktora kompletnego – możliwe nawet, że najlepszego w historii), z którym związała się zawodowo na kolejne lata. Nie mam wątpliwości, że gdyby nie przenikliwość i intuicja Cioci Lucy, obaj artyści nie odnieśliby znacznej części swych sukcesów. Stryjenka inspirowała ich, służyła im radą, dyskutowała z nimi artystyczne idee. U progu nowej epoki –kończył się wówczas komunizm – Ciocia postanowiła zerwać z teatrem, wejść na nową niwę. Zajęła się… polityką i biznesem. Początkowo działała jako czołowa dolnośląska polityk (przebąkiwano nawet, że – gdyby bez reszty zechciała się oddać sprawom publicznym – zostałaby prędko prezydentem Wrocławia), potem zaś weszła w świat wielkich interesów (poznała wówczas małżeństwo Kulczyków, z którymi prędko się zaprzyjaźniła). Stryjenka jest w naszej rodzinie legendą: w czasach komunizmu podróżowała po świecie wykładając na najlepszych amerykańskich uczelniach, potem współtworzyła awangardowy teatr Grotowskiego i Cieślaka, a ostatecznie… została prężnym przedsiębiorcą. Jeśli nie ona zasługuje na miano najbardziej „charakternej” kobiety, to – doprawdy! – nie wiem, komu ten laur powinien zostać przyznany.

Ewa Radziuk

Czytaj dalej

Wystarczy chcieć ...

Miałam jeden cel w życiu, postawiłam go sobie, będąc małą dziewczynką. Postanowiłam, że będę pracować na poczcie, zapewne dlatego, że w listonoszce która, przynosiła mi paczki, widziałam drugiego „Mikołaja”. Ta nieopisana słowem radość, jaką mi sprawiała oczekiwanie na przesyłki i listy. Gdy rodzina i znajomi pytali: Co chcesz robić w życiu ? Mówiłam, szczerze o moich planach, lecz słyszałam tylko śmiechy. Szybko postanowili wybić mi z głowy moje plany. Los jednak inaczej chciał i za wszelką cenę postanowił jednak mi pomóc. Nawet nie zauważyłam, jak szybko się potoczyła sprawa, a ja siedziałam na rozmowie o pracę. Oczywiście, nie obyło się bez śmiechu i drwin, gdy pierwszego dnia weszłam do sali pełnej mężczyzn, gdy się odwróciłam, to robili zakłady, ile wytrzymam najdłużej. Nie dawali mi nawet jednego dnia w pracy. Sądziłam, że te czasy z podziałem na kobiety i mężczyzn już minęły, oj jak bardzo się myliłam. Zaskoczyłam przełożonego, zaskoczyłam kolegów z pracy, zaskoczyłam rodzinę i udowodniłam, że kobieta może pracować jako listonoszka. Nie ukrywam, że bywało bardzo ciężko, mamy czasy takie, że ludzie kupują wszystko przez internet, paczek bywało kilkadziesiąt, moi koledzy ze wszystkim jeździli samochodami, nie dźwigali wszystkiego na sobie. Ja zagryzałam zęby, zaciskałam pięści i pomimo lodu, śniegu deszczu czy upału, dawałam z siebie sto procent. Efekty przyszły szybko, ludzie na rejonie bardzo mnie polubili a ja ich. Doszło do tego, że gdy wiedzieli, że mam być u nich przygotowywali dla mnie zawsze coś ciepłego w zimowe dni, a w upały zawsze schłodzona woda na mnie czekała. Naczelnik także widział we mnie potencjał, efekty pracy widziałam po swojej premii. Nie ma rzeczy niemożliwych, wystarczy bardzo czegoś chcieć i uparcie dążyć do wytyczonego celu. Chyba teraz rozumiem, dlaczego wszyscy mówią, że posiadam mocny charakterek.

Joanna Mazurkiewicz

Czytaj dalej

W moim stylu

Reakcją na nowe, nieznane rzeczy, które zaburzą istniejąca równowagę jest strach, jest to uczucie zupełnie naturalne, będące częścią naszego systemu obrony. Są jednak takie momenty kiedy lęk nas ogranicza i nie pozwala realizować upragnionych celów. Myślę, że każdy miał w swoim życiu taki moment, że czegoś nie zrobił, ponieważ bał się porażki, ośmieszenia, utraty ważnych dla siebie osób czy dóbr materialnych itp. Ja jednak od najmłodszych lat byłam tą upartą krową, co będzie robić wszystko po swojemu i pokaże, że bać się nie trzeba. Krok za krokiem pokonuję swoje lęki i realizuje swoje marzenia te małe i te duże. Startuję w ultramaratonach górskich, podróżuję autostopem, co raz częściej występuję publicznie. Za każdym razem, gdy coś mnie wystraszy, staram się zrozumieć, co się za tym kryję i jak pokonać ograniczający mnie strach. Ale nie poprzestaje na sobie, chcę motywować też inne osoby, szczególnie gdy słyszę „też bym tak chciała”. Wiadomo, nie od razu Rzym zbudowano. Gdyby ktoś parę lat temu powiedziałby, że ukończę stukilometrowy marszobieg w górach, wystartuję w maratonie czy zacznę mówić do ludzi bez głosu stylizowanego na kozę, też bym nie uwierzyła, a jednak miało to miejsce. Mieszanka ciekawości świata i determinacji jest tym co pcha mnie w życiu do przodu i pozwala pokonać każdą przeszkodę, nawet jeśli czasami wymaga to obiegania jej 😉

Martyna Kopeć

Czytaj dalej

Wesołe jest życie staruszki!

Nie będzie to historia rodem z Hoolywood, ani nawet z brazylijskiej telenoweli, ale mam nadzieję, że nie będziecie ziewać z nudy. Chciałabym podzielić się z Wami opowieścią o… SOBIE. Mam na imię Zdzisława, dla przyjaciół Dzinka albo babcia. Tak, jestem babcią, co wcale nie jest zadziwiające, bo urodziłam się w (podobno) deszczowy i paskudny wrześniowy poranek 1944 roku. Nie będę dzielić się całym swoim życiem, chyba, że wpadniecie na kawusię i Kasztanki, ale chcę Wam powiedzieć, że NIGDY NIE JEST ZA PÓŹNO NA SPEŁNIANIE MARZEŃ! I jeszcze 6 lat temu wcale tak nie sądziłam. Dorosłe dzieci, pięcioro wnucząt, maleńkie mieszkanko w bloku, skrzętnie liczona każda złotówka i choroby związane z wiekiem wchodzące przez zakluczone na dwa zamki drzwi. I wtedy mój najstarszy wnuk, Bartek, poznał Sandrę. Sam zmienił się niezwykle, dorósł, ale Sandra zmieniła też mnie. Po wielu wspólnych wieczorkach uświadomiła mi, że przecież nie jestem wcale za stara, za stara na rower, smartfon, internet, podróże, po prostu na to, by marzyć! Po wielu godzinach nauczana przez wnuki opanowałam obsługę smartfona. Później był laptop i cała otchłań cudownego internetu. A teraz z wnukami na obiadki i słodkie spotkania umawiam się przez Facebooka. Jestem też babcią 403 osóbek na Instagramie, a selfie nie ma przede mną tajemnic. Jestem z siebie dumna i teraz sama uczę i namawiam koleżanki. Spełniłam także swoje największe marzenie i zamiast nowego telewizora, na który odkładałam 4 lata, by oglądać seriale na wielkim ekranie, pojechałam na pierwsze w życiu zagraniczne wakacje i to SAMOLOTEM!!! Towarzyszyła mi Sandra i Bartek. Byliśmy na Krecie, Kochani, R A J ! A już sam lot to wielkie przeżycie… Dziś mam 73 lata i jestem SPEŁNIONA, ale… lista marzeń czeka na realizację!
Całuję słodko,
babcia Dzinka

Zdzisława Małolepsza

Czytaj dalej

Rządzić z charakterem.... i sercem

Mówią o niej „ta to ma charakter“, mówią o niej różnie, zazwyczaj kochają, lubią, szanują. Ale także zazdroszczą, pomawiają. Życie. A zwłaszcza życie na lokalnym szczycie, bo o takim będzie tu mowa. By rządzić, trzeba mieć charakter. By rządzić tak jak ona, trzeba mieć także i wielkie serce. Zresztą rządzi, to złe słowo, powinno być „zarządza“, nadaje kierunki. Bo taka właśnie jest ona – prezes średniej wielkości firmy. Służbowo- moja szefowa, prywatnie –moja bratowa. Co takiego ja wyróżnia? Co nadaje jej osobie „charakter“?
Przede wszystkim ciągła chęć rozwoju, przebijanie głową murów oraz fakt, że ona nie ma marzeń, tylko cele. Za to ja podziwiam. Podziwiam również za to, że w swoim dążeniu do sukcesu potrafi i (co ważniejsze) chce pociągać za sobą także innych, wartościowych ludzi, których spotyka na swojej drodze. Podziwiam za dawanie szansy i świadomość, że nie myli się tylko ten, kto nic nie robi. Za to, że znajduje wspólny język zarówno z kierowcami i magazynierami, jak i prezesami wielkich korporacji, uznanymi sportowcami, każdemu dając odczuć, jak bardzo jest ważny dla misji i strategii rozwoju jej firmy. Szanuję za przemyślane działania, w których jest miejsce na nutkę szaleństwa i otwartość na niestandardowe rozwiązania. Uwielbiam, bo jest to kobietą, która motywuje swoim oddaniem, zachęca sercem i mobilizuje osiągniętymi wynikami. Jedna na sto, jedna na milion, jedyna na świecie.

Katarzyna Krzemińska

Czytaj dalej

STWORZONA, BY KOCHAĆ

Kilkadziesiąt oczu w nią wpatrzonych, śledzących każdy jej ruch. Kochających bezwarunkowo, skrzywdzonych i chorych. Ona dała im szansę i nadzieję, które chcieli odebrać im inni.
Moja przyjaciółka dobiega pięćdziesiątki. Dekady spędziła pracując w korporacjach na wysokich stanowiskach. W 162 cm wzrostu mieści się kobieta „z ikrą”, która umie zarządzać innymi, ale i od siebie wymaga wiele.
Kilka lat temu zaczęła mi opowiadać o tym, że chce robić coś co ma sens i przyczyniać się do tego, by świat był lepszy. W tej kobiecie, na pozór silnej jak stal, jest masa wrażliwości i empatii wobec słabszych.
W rok po tym wyznaniu zwolniła się z dobrze płatnej pracy i założyła fundację dla zwierząt. Wynajęła dom, przyjęła pierwszych pacjentów, zaczęła walkę, która trwa do dziś. Pukanie od drzwi do drzwi, szukanie sponsorów, patronów, pieniędzy, by utrzymać powiększające się grono psów i kotów, które uciekły śmierci. Walczy o nie jak lwica, nigdy nie oddaje walkowerem ich życia nawet, gdy rokowania są słabe, ona chce, by wykonać zabieg, spróbować. Najczęściej się udaje.
Moja przyjaciółka poświęciła swoje prywatne życie, mieszka w domu pełnym psów i kotów. Mimo że jest tam wiele różnych zwierzęcych charakterów, zwierzęta się kochają i kłótni prawie nie ma.
Cenię ją za upór i działanie. Problemy pojawiają się każdego dnia – rachunek za weterynarza się wydłuża, auto, którym wozi zwierzęta psuje i trzeba szukać nowej siedziby… Ta mała, a jakże silna kobieta zebrała pieniądze, kupiła kawał ziemi i wybudowała dom dla zwierząt.
Mimo wszystkich obciążeń jakie ma na głowie wciąż jest moją przyjaciółką. Potrafi mnie wysłuchać i doradzić. Ostatnio powiedziała mi, że zwycięzca to przegrany, który spróbował ponownie. Ona taka właśnie jest – wstaje z kolan, otrzepuje spodnie i robi dalej swoje.

ANNA BOJANOWSKA

Czytaj dalej

Cicha bohaterka

Ma na imię Teresa, jej mąż (mój ojciec) czasem dla żartu mówi do niej „Matka Teresa” bo ciągle jest zapracowana pomaganiem nam – swoim dzieciom. Z wyglądu niepozorna, życie odcisnęło na jej twarzy ślady w postaci wielu drobnych zmarszczek. Przez ponad 50 lat swojego życia mieszkała i nadal mieszka na wsi – jednej z wielu, niczym niewyróżniającej się, gdzie każdy każdego zna. Ale dla mnie jest kimś więcej – wzorem, autorytetem, moją cichą bohaterką. Kobieta, którą poznacie jest moja mama. Nie napisała książki, nie opatentowała żadnego wynalazku i nie poleciała w kosmos a jej powołaniem okazała się rodzina i to jej poświęciła cały swój czas. Wiem że dla kogoś z zewnątrz może się wydawać że nie zrobiła nic szczególnego ale uwierzcie mi, dokonywała cudów niemal codziennie! Jak ugotować obiad nie mając prawie nic w lodówce? Utrzymać czystość w domu przy czwórce brykających urwisów? Zdążyć z pracami polowymi? Do tego upiec ciasto w każdą sobotę? Nie wiecie? Ja też nie mam pojęcia – ale ona ma na to wszystko sposób. Dzięki swojemu uporowi, pracowitości i ogromnej dawce pozytywnego nastawienia potrafiła w ogromnym chaosie zapewnić nam – swoim dzieciom, poczucie bezpieczeństwa. Ona nigdy nie opowiadała nam jak mamy się zachować, jakimi wartościami się kierować, przekazywała nam to zawsze swoim zachowaniem, sposobem w jaki radziła sobie z codziennymi problemami. Nie zawsze życie było dla niej łaskawe, czasem wręcz dawało w kość ale ona nigdy nie narzeka, nie szuka winnych. Jej ulubionym powiedzeniem jest „nie szukaj problemów, szukaj rozwiązań”. Zawsze była i nadal jest przykładem i wzorem. Dobrze jest mieć przy sobie taki kompas moralny. Dziś to my staramy się jej odwdzięczyć, ja jestem odpowiedzialna za sobotnie ciasta 😉 Ale i tak pączki robi najlepsze na świecie.

Renata Kwiatkowska

Czytaj dalej

Słaba płeć - silne stalowe serce

Los skrzyżował moje drogi życia z starszą Panią o gołębim sercu. Jej radość życia, energia , chęć pomocy oraz ciepłe życzliwe słowo zawsze podnoszą na duchu i dają nadzieję na lepsze jutro. Jest to kobieta o stalowych nerwach i wielkim sercu pełnym miłości. Na co dzień zajmuję się pomocą w dziecięcym hospicjum – czyta bajki małym dzieciom, rozbawia je, pomaga w opiece i pielęgnacji. Oczarował mnie jej wigor i wielka chęć pomocy. Czyniąc dobro powraca ono do nas. Jest to kobieta o wielkim sercu choć ona sama tak nie myśli. Poza hospicjum, każdego dnia dokarmia bezdomne koty i psy oraz szuka domu dla bezpańskich pupili. Czerpię od niej radość i energię do życia, bardzo podoba mi się jej postawa wobec losu pokrzywdzonych ludzi i zwierząt. Dzięki niej każdego dnia świeci słońce. Jest jak Anioł który czuwa aby na świecie żyło się lepiej. Drobne a jakże cenne i wartościowe gesty. Patrząc na jej postawę nie raz popłynie łza z oka. Jest charyzmatyczna, pracowita, zdeterminowana i niespotykana .Cieszę się, że poznałam ją i jej zapał i chęć niesienia pomocy. Lubię spędzać z nią czas i wysłuchiwać jej życiowych opowieści. Jak tylko czas pozwala spacerujemy i dzielimy się wspólnymi troskami i radościami.

Iwona Szczepanik

Czytaj dalej

Pokonać siebie

Od kiedy tylko sięgam pamięcią, zawsze starałam się być niezależna. Już jako mały szkrab ,nie chciałam żeby mama trzymała mnie za rękę kiedy stawiałam swoje pierwsze kroki .
Jakieś dwadzieścia lat później, nic się nie zmieniło poza tym, że to ja prowadzałam swoje maluchy za rączki. Pracowałam też na pół etatu , aby nie stracić poczucia swej niezależności. Nie było też problemem dokręcenie cieknącego kranu, naprawa kontaktu czy położenie tapety w przedpokoju . Jednak niczym wielki znak STOP na mojej drodze do niezależności stanęło PRAWO JAZDY. Przeżycia z przeszłości spowodowały paniczy strach przed jazdą za kierownicą, jednak coś w środku pragnęło odzyskać całkowitą kontrolę nad swoim życiem.
Postanowiłam walczyć, postanowiłam pokonać siebie.
Pod okiem męża (o anielskiej cierpliwości) zaczęłam „oswajać” się z autem. Najpierw tylko siedziałam trzymając kierownicę, z czasem odważyłam się nawet ruszyć z miejsca. Trwało to wiele długich godzin aż w końcu zauważyłam, że mój strach zniknął ! Wtedy postanowiłam zrobić kolejny krok i zapisałam się na kurs. Pierwszych godzin jazdy „z prawdziwego zdarzenia” oczekiwałam z lekkim niepokojem. Jednak okazało się , że bez problemu odnalazłam się w nowej sytuacji i szło mi naprawdę nieźle. Kiedy nadszedł czas egzaminu zdałam go za pierwszym razem.
Dziś czuję się stuprocentowo niezależna 🙂 Jestem dumna z tego czego dokonałam .A mój mąż ? Cieszy się , że nie musi już zanudzać się , czekając na mnie pod salonem fryzjerskim 🙂

Dorota Fudala

Czytaj dalej

Nadaj swojemu życiu nowy smak

Przyznanie się do cechy charakteru, którą lubię w sobie najbardziej zawsze było równoznaczne z byciem nieprzygotowaną i wyrwaną do odpowiedzi. Trzeba było podejść do tablicy i wskazać na mapie konkretne miejsce. Człowiek jest jak taka mapa, ma w sobie doliny, góry, słoneczne i deszczowe rejony. Każdy z nas chce coś ukryć lub podkoloryzować historię, miewamy też lepsze i gorsze dni. Ale tylko kilka miejsc jest naszymi ulubionymi. Moim jest TOLERANCJA. Zawsze staram się przejechać palcem po duszy drugiej osoby, poczuć to co ona uczuje, uwierzyć w to co ona wierzy, dostrzec że za wyglądem kryje się doświadczenie i inne życie. Dzięki niej widzę więcej kolorów, poznałam wiele wspaniałych osób, a życie nabrało smaku.
Podczas rocznego wyjazdu na stypendium we Włoszech, moja współlokatorka powiedziała, że jest pięć rzeczy w naszym życiu, które nas zmieniają. Miłość, jedzenie, muzyka, sztuka i porażka. Pierwsze cztery utrzymają nas w dzikości i życiu pełnym pasji. Ale tylko porażka może uczynić nas odważną. Nasze środowisko bardzo często nas ogranicza. Wiele razy moje wybory życiowe były niezrozumiałe dla rodziny i otoczenia, ale podświadomie wiedziałam, że nie mogę odpuścić i dostosować się do ich poglądów. Błądziłam, ponosiłam porażki, ale wreszcie po kilku latach za znakiem równości widzę właściwy wynik. Jestem odważna, bo wiem że nie ma przeszkód nie do pokonania. Kocham i jestem kochana. Uwielbiam jeść i smakować życie. Dużo podróżuję i niemal zawsze towarzyszy mi przy tym muzyka. Na końcu wypracowałam sobie szczęście jakim jest połączenie pasji z pracą. Nie osiągnęłabym tego wszystko, gdybym skupiała się na walce ze wszystkimi, a nie z samą sobą. Tolerancja jest początkowym i końcowym punktem na mapie mojej osoby i wynika z niej każda inna cecha mojego charakteru.

Martyna Berlińska

Czytaj dalej

Dziewczyna, która nie boi się życia

Co to znaczy: mieć charakter? Albo: kim jest „kobieta z charakterem”? Tego się uczę od mojej kuzynki, Ani. Mając kilkanaście lat straciła wzrok. Zawiniła genetyka, przypadek, po prostu: nieszczęśliwy los na loterii. Owszem, było wygrażanie Panu Bogu, były kryzysy, były czarne myśli. Dziewczyna znała przecież „zwyczajne” życie; chodziła do kina, grywała w tenisa. Zdołała się jednak nauczyć nowego życia: opanowała bezwzrokową obsługę komputera, liceum ukończyła z wyróżnieniem. Studiowała na dwóch wymagających kierunkach, i to w dwóch różnych miastach. Dziś jest samodzielna: rozwija swe pasje, podróżuje po świecie, nie ucieka od życia. Myśli o założeniu rodziny. Pracuje jako psycholog, pomaga innym. Śpiewa, grywa na flecie, pianinie i gitarze. I robi to dobrze. Niekiedy pisuje poezję – nie tylko do szuflady. Jej wiersze podobają się czytelnikom, zapewniają jej laury ogólnopolskich konkursów. Niedawno zainteresowała się żeglarstwem. I, jak to z nią bywa, nie skończyło się na podchodach, gdybaniu, nieśmiałych próbach; zapisała się na stosowny kurs, zdała teorię (zapytana o cokolwiek wylicza terminy, omawia przepisy prawa morskiego, opowiada o żeglarskich węzłach i miejscach, w które chciałaby kiedyś popłynąć). Żeglarzem nie będzie, bo – jak sama mówi – nowych oczu sobie nie kupi. Ale nie przeszkodziło jej to we wzięciu udziału w tegorocznej paradzie żaglowców – Tall Ships Races (pod rękę z innymi załogantom paradowała ulicami Szczecina, uprzejmie pozdrawiała zebranych, rozsyłała uśmiechy). Od Anki uczę się hartu ducha, niezłomności. Wdzięczności za to, co mam. Brania życia takim, jakie jest. Bez narzekania i stęków. Moja kuzynka jest dla mnie wcieleniem Hemingwayowskiej maksymy, że jeśli człowiek pokona swe słabości – okiełzna lęki – świat nigdy nie będzie mu straszny.

Katarzyna Pawlicka

Czytaj dalej

Oto ona. Magda

Magda była pierdołą. Wiem, nie można tak pisać. Nie można tak nawet myśleć. To nieładne i niegrzeczne. Ale Magda właśnie taka była. Cicha, spokojna, taka gapa, tło. Nie unosiła się, nie miała własnego zdania. Dziś psycholog określiłby ją mianem „sterowna z zewnątrz”. Dokładnie tak! Konformizm myśli i ciała. Magda nie była szczęśliwa, bo wydawało jej się, że nie ma do tego prawa. Nie była ani ładna, ani zgrabna. Ani nawet zabawna.
Magda wyszła za mąż i urodziła dzieci. Proza życia. Nieprzespane noce, problemy wczesnego macierzyństwa, kolki, gorączki, brudne nocniki. Tylko kasze i kupy, i tak wkoło Macieju.
Im mniej sprzyjających sytuacji w życiu młodej matki, tym bardziej Magda się stawiała. Życiu. Przeciwnościom. Sobie. Swojemu wyglądowi, braku swojego zdania, ogólnego wstydu.
Magda podjęła walkę. Wypisała sobie na desce (kartkę można wyrzuć, skreślać – pisanie na desce nie było takie łatwe) co chce osiągnąć, kim chce być. Chciała być silna, pewna siebie, piękna i mądra. Chciała, aby z jej zdaniem liczyli się ludzie. Chciała grać pierwsze skrzypce. W życiu. Swoim życiu. Chciała być szczęśliwa. Po prostu.
Magda wychodzi ze swojego cienia. Cienia, który tkała misternie przez lata. Magda się uśmiecha. Celebruje życie. Biega, tańczy, skacze, pisze, fotografuje, szyje, śmieje się w głos i tańczy w deszczu. Magda wie, po co żyje.

Cześć, jestem Magda.

Magdalena Solecka

Czytaj dalej

Niezastąpiona optymistka

Kobieta z charakterem? Oczywiście, że moja mama, która powala nie jedną osobę na łopatki swoim optymizmem. Nie ma rzeczy niemożliwych, a gdy przejdziesz przez życie ze szczerym uśmiechem to dobro zostanie odwzajemnione. Godzina 5 czy 24 nie ma znaczenia uśmiech, miłość a przede wszystkim optymizm to Jej motta. Pracuje,sprząta,gotuje tylko z uśmiechem. Dzięki niej każdy dzień jest piękny, ta chęć życia dodaje mi sił, wiarę w siebie. Nauczyła mnie czegoś bardzo ważnego! Pamiętaj, że chociaż masz ciężki dzień, uśmiechnij się powiedz dzień dobry 🙂 spraw by ten dzień był niezwykły dla otaczających Cię osób. Nie oczekuj nic w zamian, zrób to bezinteresownie, bądź pomocą dla innych. Każdy miewa gorsze dni, nie bądźmy chytrusami i pomóżmy tej osobie przejść przez ten uporczywy dla niego dzień z łatwością i czułością.Po prostu bądźmy dla siebie mili i szerzmy tą radość na odległość. Ta Kobieta pozytywnym nastawieniem może obdarzyć cały świat. Pogoda ducha nie opuszcza jej nawet w deszczowy dzień, jak to stwierdza moja mama pada?ok. Deszcz jest niezbędny dla roślin. Wieje, o niepotrzebny jest fryzjer, włosy same się ułożą. Pełne słońce, fantastycznie, dostarczy nam mnóstwo witaminy D. Jej życiowy słownik nie zawiera takich słów jak pesymiz,negatywy,wrogość. Uczmy się od takich osób jaką jest moja mama chęci życia! Nie ma tygodnia by mama nie przyszła do domu, bez słodkich podziękowań za swoje dobro, chęć wsparcia, bezinteresownej pomocy drugiemu człowiekowi. Może sekret naszej rodziny istnieje w tych właśnie czekoladkach, które dodają nam endorfin szczęścia. Naprawdę dobro wraca ze zdwojoną siłą, chociażby miłym gestem uśmiechu od pana sklepikarza. Ukryte piękno istnieje w każdej minucie, tylko od nas samych zależy czy potrafimy je dostrzec, moja mama opanowała to do perfekcji i zawsze powtarza mi te motywujące zdania. Jest wspaniałą osobą, pełna ciepła, miłości. Jej uśmiech hipnotyzuje do działania, do dzielenia się cząstka siebie. Ona najzwyczajniej w świecie obala mit urzędnika u którego nie idzie nic załatwić, stanie na głowie i przewróci cały urząd by jej petent dostał to czego szuka plus mile spędzone chwile z ogromną ilością uśmiechu i optymizmu na życie. Jestem dumna, że mogę nazywać się jej córką. Dziękuję❤

Aleksandra Więtczak

Czytaj dalej

Konkurs "Historie z charakterem" został zakończony.
Zapraszamy do przeczytania nagrodzonych historii.

Nagroda główna
Wycieczka z charakterem
Podróż zagraniczna dla zwycięzcy i osoby towarzyszącej.

30 zestawów
słodyczy z charakterem
bombonierka Malaga, Tiki-Taki i Kasztanki (430g)
+ puszka prezentowa Wawel

Masz pytania lub wątpliwości?

Pisz do nas na mkt@wawel.com.pl.

Regulamin konkursu.

Czy wiesz,
że czynimy dobro?

Nasze produkty tworzymy z tego, co najlepsze, bo jesteśmy przekonani, że dobre składniki wprawiają nas w dobre samopoczucie. A kiedy czujemy się dobrze, chcemy czynić dobrze!

więcej

Zapisz się na newsletter i otrzymuj najświeższe informacje o promocjach oraz nowych produktach.

Klikając zapisz wyrażam zgodę na otrzymywanie informacji handlowych.