Kraków na słodko

Indiański napój bogów

„Autorstwo obróbki owoców kakaowca przypisuje się Majom. Owoce poddawali oni fermentacji, potem prażyli i mielili, by przygotować gorzki napój, który pili podczas świętych rytuałów.
Tradycję picia „xocoati” – gorzkiej wody zaadoptowali później Aztekowie, dzięki czemu ich władca Montezuma mógł pokrzepiać się czekoladą przed każdą wizytą w haremie.
Czekolada (z meksykańskiego dialektu Nahuati: czokoliati; czoko = kakao, lati = woda) przyrządzana była przez Azteków w prosty sposób: rozgniecione ziarna kakaowca mieszali z wodą i pili na ciepło lub zimno, przyprawiając do smaku pieprzem, chili, kukurydzą, papryką, miodem i suszonymi płatkami kwiatów. Napój ten był dla nich źródłem mądrości, energii i afrodyzjakiem.

U Azteków ziarna kakaowca stały się również lokalną walutą. Wydatki na utrzymanie dworu wynosiły 32 tysiące ziaren, tragarz zarabiał dziennie 100 ziaren, indyk kosztował 200 ziaren,
30 – królik, a 1 ziarno równało się 1 pomidor. W czasach Corteza za 100 ziaren można było kupić niewolnika, a 10 płaciło się za usługi prostytutki."

Fragment książki Leszka Mazana „Kraków na słodko”

„Z wyprawy na Turka król przywiózł małżonce pierwsze w Polsce ziemniaki, ale większe wrażenie na krakowskich sługach zrobiła podana do królewskiej łożnicy gorąca czekolada. Sobieski tęsknił za tym przysmakiem równie gorąco jak za Marysieńką, tej zaś na widok słodyczy w pięknych oczach zapalały się dzikie błyski pożądania. Król rozsmakował się w tym coraz bardziej popularnym na europejskich dworach napoju (traktowanym głównie jako afrodyzjak) już przed dwudziestu laty. Zachował się jego list z 1665 roku, w którym prosi żonę o przysłanie „ciokolady” oraz „drewna do jej kłócenia albo zmieszania.”

Fragment książki Leszka Mazana „Kraków na słodko” 

„Młyny parowe na dobre zastępują ręczne mielenie ziarna. Mechaniczne prasy z miazgi kakaowej wytłaczają masło kakaowe. Pojawia się konsza - urządzenie do mieszania i rozcierania między porcelanowymi tarczami masy czekoladowej. Dzięki konszowaniu (powinno trwać trzy doby) czekolada staje się jedwabista, rozpływa się w ustach."

Fragment książki Leszka Mazana „Kraków na słodko” 

„Czekoladę pijał codziennie na śniadanie – a nierzadko i w czasie oficjalnych kolacji – Jerzy Waszyngton (1732 -1799) za namową swej małżonki Marthy. Pierwsza Dama wymogła na rządzie USA zakup serwisu herbaciano-czekoladowego złożonego z trzystu dziewięciu talerzyków i filiżanek z „białego złota”, czyli chińskiej porcelany. Jedną z nich kupił, bądź też dostał od wdowy po prezydencie, przyjaciel Kościuszki Julian Ursyn Niemcewicz, ofiarował księżnej Czartoryskiej i tak naczynie to trafiło do Krakowa, gdzie stoi do dziś. Pozostałe trzysta osiem sztuk znajduje się w muzeum w Mont Vernon w Stanie Wirginia, gdzie można też napić się gorącej czekolady „a’la Waszyngton”.

Fragment książki Leszka Mazana „Kraków na Słodko” 

„W początkach XIX wieku w dwudziestopięciotysięcznym Krakowie czynnych jest aż 251 szynków ordynaryjnych, czyli ze zwykłą wódka, 41 domów zajezdnych oraz około 800 lokali „publicznego spożycia”. Są to zupełnie już siermiężne szynki, dla których słowo „mordownia” jest komplementem. W roku 1817 postanowieniem Senatu Wolnego Miasta Krakowa ograniczona zostaje ilość wyszynków wódki i piwa w stosunku do liczby ludności: na jeden tego typu lokal nie może przypadać mniej niż sto dwadzieścia osób. Ograniczenia nie obejmują lokali sprzedających wino, miód czy piwo angielskie. Może dlatego w dziesięć lat później działać już w mieście będzie aż 12 cukierni, 76 kawiarni, 24 miodosytnie i 72 lokale z likierami i trunkami zagranicznymi."

Fragment ksiązki Leszka Mazana „Kraków na Słodko”